A jeśli już jesteś w drodze do siebie?

Są podróże, do których przygotowujemy się miesiącami. Kupujemy bilety, pakujemy walizki i z niecierpliwością odliczamy dni do wyjazdu.

Są też takie podróże, których początku nie zauważamy.

Nie mają daty rozpoczęcia. Nie ma na nie biletu ani mapy. Czasami zaczynają się bardzo cicho. Od jednego pytania. Jednej rozmowy. Jednego zachwytu. Jednej łzy.

Przez wiele lat myślałam, że droga do siebie prowadzi gdzieś daleko. Że najpierw trzeba coś zrozumieć, coś przepracować, czegoś się nauczyć. Jeszcze trochę dojrzeć. Jeszcze trochę bardziej pokochać siebie.

Ciągle było jakieś „jeszcze”.

Kilka dni temu siedziałam przy oknie własnego domu. Patrzyłam na dwa gołębie spacerujące po mokrej od deszczu trawie. Nic szczególnego. Żadnej egzotycznej podróży. Żadnego ważnego wydarzenia.

Dwa gołębie.

I wtedy pomyślałam, jak wiele kilometrów trzeba było przejechać, żeby naprawdę zobaczyć ten widok.

Nie zmienił się mój ogród.

Zmieniłam się ja.

Coraz częściej myślę, że droga do siebie nie prowadzi do żadnego celu. Jest raczej sposobem przeżywania codzienności. Nie chodzi w niej o to, żeby dojść do miejsca, w którym wszystko będzie poukładane, spokojne i doskonałe.

Być może chodzi o coś znacznie prostszego.

O nauczenie się zauważania życia, które dzieje się właśnie teraz.

W kubku porannej kawy.

W rozmowie z drugim człowiekiem.

W chwili ciszy.

W zmęczeniu po dobrym dniu.

W dwóch gołębiach spacerujących po własnym ogrodzie.

Dlatego zapraszam Cię do wspólnej podróży. Czasami zabiorę Cię do Japonii, czasami nad Mekong, a czasami tylko do mojego ogrodu w Wolsztynie.

Ale tak naprawdę nigdy nie będziemy podróżować po świecie.

Będziemy podróżować po ludzkim życiu.

I być może po drodze odkryjemy, że wcale nie trzeba wracać do siebie.

Być może od dawna już w sobie jesteśmy.

Chwila dla siebie

Co pięknego wydarzyło się dzisiaj tak zwyczajnie, że prawie tego nie zauważyłaś?

Za tydzień zaproszę Cię do miejsca, w którym cisza okazała się pełniejsza niż tysiąc słów.

Ela