Wiosna ma w sobie coś, czego nie da się pomylić z żadną inną porą roku.
To moment, kiedy życie wraca do ruchu. Pąki pojawiają się na drzewach. Kwiaty przebijają się przez ziemię. Powietrze pachnie inaczej.
I ciało też to czuje.
Dla mnie wiosna to pobudka zmysłów. Widzę więcej. Czuję więcej. Jest we mnie więcej lekkości i przestrzeni. I właśnie dlatego poranek ma dla mnie znaczenie. Bo każdy poranek to początek.
Kiedy otwieram oczy, zatrzymuję się na chwilę. Jest moment ciszy. Jest oddech. Jest wdzięczność. To wybór. Wybieram, w jaki dzień wchodzę.
Zanim zrobię cokolwiek, wracam do ciała. Przeciągam się tak, jak ono chce. Kiedy wstaję, unoszę stopy, by poruszyć limfę i obudzić przepływ.
Szklanka ciepłej wody z odrobiną soli.Piję powoli. Każdy łyk to moment bycia tu.
Medytacja – u mnie 15–20 minut. Powrót do siebie, zanim wejdę w świat.
Spacer boso po trawie. Ciało pamięta ten kontakt. Poranna toaleta w uważności. Proste czynności wykonywane z obecnością.
Śniadanie to relacja z ciałem. Czasem bulion, czasem jajko coś, co naprawdę odżywia.
Zadaję sobie pytanie: czy to mnie karmi, czy tylko zaspakaja mój apetyt?
Poranek. to początek, nie obowiązek. Ty decydujesz