Powrót do równowagi zaczyna się od spokojnego bycia przy sobie. 

W poprzednim artykule pisałam o tym, czym są emocje, a czym uczucia.
Dzisiaj chciałabym pochylić się nad tym, dlaczego po trudnych i silnych wydarzeniach tak trudno wrócić do równowagi.

Naturalnie szukamy wtedy spokoju.
Chcemy wrócić do siebie, odzyskać kontrolę, poczuć ulgę.
A jednak bardzo często dzieje się coś odwrotnego.

Ciało nadal pozostaje w napięciu.
Myśli krążą wokół wydarzenia.
Pojawia się bezsenność, rozdrażnienie i trudność w zatrzymaniu się.
W byciu tu i teraz.

Niektórzy zaczynają działać jeszcze więcej.
Inni odcinają się od emocji i czują pustkę.

To naturalna reakcja organizmu.

Silne doświadczenia uruchamiają biologiczne mechanizmy przetrwania.
Układ nerwowy przełącza się w tryb czuwania.
Ciało przestaje czuć się bezpiecznie, nawet wtedy, gdy zagrożenie już minęło.

Dlatego tak wiele osób mówi:
„przecież wszystko już się skończyło, a ja nadal to czuję”.


Bo ciało potrzebuje czasu.

Powrót do równowagi bardzo rzadko dzieje się poprzez „wzięcie się w garść”.
Dużo częściej zaczyna się od małych momentów obecności.

Od oddechu.
Od spaceru.
Od ciepłej herbaty wypitej bez pośpiechu.
Od chwili ciszy.
Od zauważenia napięcia w ciele.
Od zgody na to, że dziś mam mniej energii niż zwykle.

Czasem po trudnych wydarzeniach próbujemy wrócić do siebie poprzez kolejne działanie: więcej pracy, więcej obowiązków, więcej rozwoju, więcej kontroli.

A organizm często potrzebuje czegoś zupełnie innego:
bezpieczeństwa, łagodności i czasu.

Powrót do równowagi to proces, w którym ciało i psychika uczą się na nowo, że można już nie walczyć.

I może właśnie od tego warto zacząć:
                                        od spokojnego bycia przy sobie.