Nie wszystko, co silne, jest twarde

(Błońsko, jesień)

Przez długi czas siła kojarzyła mi się z wytrzymywaniem.

Dać radę. Udźwignąć. Nie poddać się. Zrobić to, co trzeba.

Może dlatego zatrzymały mnie kiedyś te zwyczajne jesienne trawy.

Patrzyłam, jak poruszają się na wietrze.

Nie próbowały go zatrzymać.

Nie stawiały mu oporu. 

Uginały się, a kiedy podmuch mijał, wracały do swojego miejsca.

Pomyślałam wtedy, że natura zna rodzaj mocy, o którym my, ludzie, czasem zapominamy.

Elastyczność.

W życiu łatwo nauczyć się twardości.

Zwłaszcza kiedy przez długi czas trzeba być odpowiedzialnym, przewidywać, organizować, troszczyć się o innych.

Z czasem możemy nawet uwierzyć, że właśnie na tym polega moc: im więcej potrafię unieść, tym jestem silniejsza.

A przecież to, co sztywne, łatwiej pęka.

Trawa robi coś zupełnie innego.

Pozwala sobie na ruch.

I może z nami jest podobnie.

Dojrzałość nie zawsze oznacza wytrwanie przy swoim. Czasem oznacza zmianę zdania. Poproszenie o pomoc. Odpoczynek. Pozwolenie drugiemu człowiekowi zrobić coś po swojemu.

Czasem oznacza powiedzenie: na dziś wystarczy.

Łagodność też nie jest przeciwieństwem mocy.

Można mieć granice i pozostać czułym.

Można kochać i zostawić drugiemu jego odpowiedzialność.

Można być blisko i zachować własną przestrzeń.

Można przeżywać trudny czas bez zamieniania siebie w skałę.

Patrzę na te trawy i myślę, że przez lata uczyłam się stać mocno.

Dzisiaj uczę się również poruszać z wiatrem.

Nie każdy podmuch wymaga walki.

Nie każdy ciężar trzeba wziąć na siebie.

Nie każdą sytuację trzeba utrzymać w miejscu.

Czasem największą mocą jest pozostać sobą także wtedy, gdy życie na chwilę przechyla nas w inną stronę.

Chwila dla siebie

Gdzie w swoim życiu możesz dzisiaj trochę mniej się usztywniać, a trochę bardziej sobie zaufać?

Za tydzień zabiorę Cię na Sycylię. Do kwiatu, który przypomniał mi, że nie trzeba przypominać nikogo innego, żeby pięknie zakwitnąć.

Ela